baner_formula_2024

PolitykaRolna.eu

Czy lokalna półka w sklepie to dobry pomysł?

Polskie jabłka
Facebook
Twitter
LinkedIn
WhatsApp
VK
Email

Na początku września 2023 roku, były Minister Rolnictwa, Jan Krzysztof Ardanowski ogłosił program “lokalna półka”. W założeniach, minimum 2 / 3  owoców, warzyw, mięsa, produktów mlecznych i pieczywa ma pochodzić od lokalnych dostawców. Korzyści z wprowadzenia postulowanych rozwiązań byłyby wyjątkowo korzystne dla polskich rolników. Jednak projekt może napotkać na szereg przeszkód.

Założenia

Projekt “lokalna półka” jest poniekąd odpowiedzią na politykę handlową sieci marketów. Rolnicy w Polsce nierzadko biorą kredyty, inwestują w innowacje produkując najwyższej jakości żywność, którą finalnie trudno jest sprzedać. Dlaczego? Ponieważ nierzadko zdarza się, że w szczycie sezonu w sklepach znajdziemy importowane owoce i warzywa. Zdaniem polityków propagujących rozwiązanie jest to sytuacja całkowicie nielogiczna. Zatem z tego punktu widzenia, inwestycje w rolnictwie przy pewności zbytu będą miały większe szanse na powodzenie, amortyzację, a co za tym idzie na dalszy rozwój.

Kolejna kwestia to także ślad węglowy. O zagadnieniu mówi się coraz więcej w związku z wprowadzaniem Zielonego Ładu. W pewnym sensie, jego następstwem jest żywność “zero kilometrów”, a więc ta dostarczana do sklepów lokalnie. Tytułowy projekt ma w założeniach ograniczać również słynny już koperek z Kenii w lutym, pomidorki malinowe z Senegalu czy ziemniaki z Egiptu, gdy na rynku jest nadmiar ziemniaków krajowych.

Jest jeszcze kwestia świadomości konsumenta. Niestety, ale Polacy wybierający produkty krajowe i sprawdzający kraj pochodzenia są w mniejszości. Nierzadko po prostu nie mają na to czasu w trakcie zakupów. W ramach “lokalnej półki” informacja o kraju pochodzenia ma być jasno i klarownie prezentowana na etykiecie cenowej, oraz na paragonie. Zdaniem polityków rozwiązanie jest technicznie możliwe.

Niemniej, najważniejszym założeniem chyba nadal pozostaje poprawa pozycji rolnika w łańcuchu dostaw. Markety zobowiązane do szukania produktów w okolicy byłyby równocześnie zobligowane do nawiązywania kontaktów z rolnikami. Przy niedoborze tego czy innego asortymentu, jego producent mógłby być nawet przez jakiś czas na uprzywilejowanej pozycji.

W dyskusjach często skupiamy się na owocach i warzywach. W zamyśle pomysł dotyczy także mięs, pieczywa i produktów mleczarskich. Musimy sobie zdać sprawę, że w tym segmencie skutki mogą być jeszcze bardziej korzystne. Małe i średnie piekarnie kupujące mąki z lokalnych spółdzielni rolniczych. Masarnie kupujące trzodę z granicach powiatu. Setki nowych podmiotów i większe gospodarstwa dostarczające produkty bezpośrednio do centrów logistycznych i sklepów to rozwój lokalnych relacji handlowych i większa bioróżnorodność, która zostałaby w dłuższej perspektywie wymuszona przez tego typu model handlu. 

Wyzwania

Główny kontrargument przeciwników omawianego rozwiązania to kwestie wolności prowadzenia działalności gospodarczej. Przedsiębiorca przecież prowadzi działalność gospodarczą, żeby wygenerować jak największe zyski…

Z drugiej strony państwo ma dbać o swoich obywateli. Po co rolnicy mają produkować i inwestować, skoro ogromne korporacje zamierzają handlować produktami importowanymi? Nie bez znaczenia jest tu jeszcze zagadnienie suwerenności żywnościowej, o którą również państwo, nie tylko Polska, musi zadbać. Polityka największych detalistów suwerenność tę ogranicza.

Nawet jeśli da się wprowadzić proponowane zmiany i zwiększyć pozycję rolników i lokalnych przedsiębiorców w łańcuchu dostaw to pozostaje kwestia ciągłości dostaw. Dzisiejszy konsument przyzwyczaił się do standardu, w którym pomidor, ogórek, śliwki, czy borówki są na sklepowych półkach przez cały rok. Konieczność zakupu ⅔ świeżych produktów lokalnie nie zawsze może być możliwa. Co wtedy? Jeśli tylko ⅓ oferty będzie stanowił import to wówczas jego ceny będą wyższe…

Założenia “lokalnej półki” są jak najbardziej zrozumiałe, zasadne i logiczne. Zachodnie korporacje w Polsce są w stanie w krótkim okresie czasu zdestabilizować rynek danego owocu czy warzywa. Bez wątpienia potrzeba tu regulacji prawnych. Sami rolnicy bez pomocy państwa w zetknięciu z tak ogromnym kapitałem na z góry przegranej pozycji. Czy jednak tak daleko idąca ingerencja w prywatny handel jest w ogóle możliwa? Bez wątpienia w przypadku forsowania omawianych przepisów będziemy świadkami aktywnego lobbingu i batalii legislacyjnej. Miejmy nadzieje, że skończy się ona z korzyścią dla polskich rolników.

Justyna Dobrosz

Czytaj więcej

Współpraca? To się opłaca!

Nie od dziś wiadomo, że razem nie tylko raźniej, ale także lepiej. Dlatego nie brakuje przykładów na to, że współpraca się opłaca