„Gleba jest kobietą”. Jak naprawdę zadbać o żyzność pól w dobie suszy i Zielonego Ładu?
Tylko 12% polskich gleb zalicza się do bardzo dobrych i dobrych. Zdecydowana większość to lekkie stanowiska, które szybko wysychają i trudno znoszą stresy pogodowe. – Gleba jest fundamentem dobrych plonów i ich jakości. Jeśli jej nie zadbamy, żadna strategia Wspólnej Polityki Rolnej nas nie uratuje – podkreśla prof. dr hab. Marzena Brodowska z Uniwersytetu Przyrodniczego w Lublinie w rozmowie z portalem politykarolna.eu. Rozmowa przeprowadzona została podczas targów TSW 2026 w Kielcach.
Próchnica – niewidzialny kapitał pola
Punktem wyjścia jest prosty fakt: żyzność gleby zależy od zawartości próchnicy. To ona buduje strukturę, decyduje o zdolności zatrzymywania wody i dostępności składników pokarmowych. – Jeżeli chcemy poprawić stabilność i żyzność naszych gleb, musimy zwiększyć ilość próchnicy. Innej drogi po prostu nie ma – mówi prof. Brodowska.
Przyznaje, że w polskich warunkach jest to szczególnie ważne, bo gleb klasy IV i słabszych mamy znacznie więcej niż tych najlepszych. To właśnie na nich susza glebowa pojawia się najszybciej, a plony najsilniej reagują na stres.
Zbilansowane nawożenie zamiast koncentracji na NPK
Jak budować próchnicę w praktyce? Profesor wskazuje przede wszystkim na zbilansowane nawożenie, łączące nawozy organiczne i mineralne. – Nie wystarczy kupić wieloskładnik pod pszenicę czy rzepak i uznać, że zrobiliśmy wszystko najlepiej. To wygodne, ale nie zawsze rozsądne – zaznacza.
Jej zdaniem rolnik zbyt często dobiera nawóz do rośliny, a pomija aktualną zasobność gleby. Tymczasem ta zmienia się z roku na rok – w zależności od suszy, nadmiaru wody, aktywności mikroflory. – Najpierw powinniśmy wiedzieć, co mamy w glebie, dopiero potem dobierać dawki. Inaczej strzelamy nawożeniem na oślep – dodaje.
„Gleba jest kobietą” – czyli po co jej zielone okrycie
Jednym z filarów nowej WPR są międzyplony i utrzymywanie zielonej okrywy gleby. Część rolników obawia się, że międzyplony zabiorą z pola zbyt dużo wody. Prof. Brodowska odpowiada na to w charakterystyczny dla siebie sposób:
– Gleba jest kobietą. Lubi być ładnie ubrana, tak jak kobieta lubi być dobrze ubrana. Jeśli dbamy o to, by była cały czas przykryta, nie generujemy strat wody, tylko ją chronimy.
Chodzi nie o pierwszy lepszy poplon, ale przemyślane mieszanki. W składzie – jak wylicza ekspertka – powinny się znaleźć rośliny głęboko i płytko korzeniące się, gatunki wysokobiałkowe, a najlepiej także rośliny fitosanitarne. Głęboki system korzeniowy spulchnia glebę w profilu, płytki poprawia strukturę wierzchniej warstwy, motylkowate zostawiają w glebie azot, a gatunki fitosanitarne pomagają czyścić stanowisko pod kątem chorób.
– Dobrze dobrany międzyplon wykonuje za nas część pracy uprawowej, zastępując niektóre narzędzia, ogranicza parowanie wody i dostarcza materii organicznej. To nie jest fanaberia Brukseli, tylko realne wsparcie gleby – podsumowuje.
Odczyn gleby – najtańszy ekoschemat
Wśród wielu praktyk proglebowych prof. Brodowska szczególnie mocno akcentuje regulację pH. – Jeżeli dostosujemy odczyn do wymagań konkretnej rośliny, zwiększymy efektywność wykorzystania składników pokarmowych z gleby i nawozów. To natychmiast przekłada się na zysk ekonomiczny – tłumaczy.
Przypomina, że ziemniak, burak czy borówka wysoka mają zupełnie inne preferencje co do pH. Ignorowanie tego powoduje, że część fosforu, potasu czy magnezu po prostu pozostaje roślinie niedostępna. – Wapnowanie i pilnowanie odczynu to jeden z najtańszych i najskuteczniejszych ekoschematów, jaki możemy zastosować – podkreśla.
Badania gleby: 20–30 zł, które oszczędzają tysiące
W kontekście racjonalnego nawożenia i ekoschematów pojawia się też temat częstotliwości analiz glebowych. – To tak jak z naszym zdrowiem. Jeżeli będziemy się badać raz na cztery lata, możemy coś przeoczyć. Jeżeli badamy się co roku, mamy większą szansę, żeby zadziałać na czas. Tak samo jest z glebą – mówi profesor.
Koszt podstawowej analizy gleby ocenia na 20–30 zł za próbkę. – To żaden wydatek w porównaniu z ryzykiem błędnego nawożenia – zaznacza. Jej zdaniem rolnik powinien regularnie sprawdzać nie tylko pH i zasobność w fosfor, potas czy magnez, ale co jakiś czas także zawartość azotu mineralnego i siarki. Ta ostatnia ma duże znaczenie dla kondycji roślin i ich naturalnej odporności na stres.
– Dbajmy o to, żeby te analizy przeprowadzać, bo to podstawa świadomej decyzji. Bez tego możemy tylko liczyć na szczęście, a nie na wiedzę – dodaje.
Ekoschematy: sens mają tylko te, które zwiększają plon i jego jakość
Zapytana o to, czy ekoschematy rzeczywiście wspierają działania proglebowe, prof. Brodowska odpowiada szczerze:
– Rolnik rzadko myśli kategoriami proekologicznymi, jeśli za tym nie idzie ekonomia. Jeżeli jednak ekoschemat przynosi realny zysk – wyższy plon i lepsze parametry jakościowe – to będzie stosowany.
Podkreśla, że dziś liczy się już nie tylko masa, ale i jakość plonu. Zasobna w próchnicę, dobrze odżywiona i uregulowana glebowo działka daje nie tylko więcej ton, ale też lepsze parametry technologiczne, handlowe i żywieniowe produktu.
Rolnicy nie tylko emitują – oni też wiążą węgiel
W debacie o Zielonym Ładzie rolnikom często zarzuca się emisję gazów cieplarnianych. Profesor przypomina, że budowa próchnicy to jednocześnie wiązanie CO₂ w glebie.
– Nie zbudujemy próchnicy w rok czy dwa. To proces wieloletni. Ale jeśli zaczniemy teraz i systematycznie będziemy zwiększać ilość materii organicznej, po pewnym czasie uzyskamy zadowalający efekt w plonach. A przy okazji robimy coś dobrego dla klimatu, bo wiążemy dwutlenek węgla w glebie – wyjaśnia.
W jej ocenie warto o tym głośno mówić, bo rolnicy często są stawiani wyłącznie w roli sprawców emisji, a pomija się ich wkład w magazynowanie węgla i zapewnianie bezpieczeństwa żywnościowego.
„Badajmy siebie i naszą glebę”
Na koniec rozmowy prof. Marzena Brodowska zostawia prostą, ale dobitną puentę:
– Badajmy siebie i naszą glebę. Dbajmy o zdrowie swoje i naszych pól. Gleba odwdzięczy się wyższym, stabilniejszym plonem, jeśli będziemy ją dobrze karmić, mądrze ubierać i regularnie sprawdzać, czego jej brakuje.
Recepta prof. Brodowskiej na praktykę w gospodarstwie? Regularne analizy, pilnowanie pH, przemyślane międzyplony i nawożenie oparte na wynikach badań, a nie na przyzwyczajeniu. Jeśli to podejście upowszechni się w polskich gospodarstwach, „kobieta‑gleba” faktycznie może z roku na rok być coraz zdrowsza.
Zapraszamy do obejrzenia wywiadu: https://www.youtube.com/watch?v=rRY4aEKuc3s


