baner_formula_2024

Sadownicy z Sandomierszczyzny szturmują „rolnictwo 4.0”

Screenshot 2026-02-19 at 09-40-43 Sadownicy ekoschematy i rolnictwo 4.0. Bez 22 punktów nie ma wsparcia z ARiMR - YouTube


Ponad 20 tys. rolników złożyło wnioski o wsparcie na inwestycje prośrodowiskowe, a próg punktowy rośnie znacznie powyżej zapisów w regulaminie. – Rolnik umie liczyć. Jeżeli może z 600 zł dopłaty przejść na 1800 zł do hektara, to będzie walczył o każde wsparcie – mówi Piotr Lipiński, dyrektor Oddziału Świętokrzyskiego ODR w Sandomierzu. Tłumaczy, które instrumenty WPR naprawdę działają w terenie, jak szkolenia otwierają drogę do „rolnictwa 4.0” i dlaczego część rolników zraziła się do grup producenckich.

Patrząc z perspektywy doradztwa terenowego, widać wyraźnie, że rolnicy z regionu najchętniej korzystają z instrumentów inwestycyjnych i ekoschematów, które realnie poprawiają opłacalność gospodarstw.

Najbardziej pożądane instrumenty WPR: inwestycje i ekoschematy

– Te mechanizmy, które są wsparciem na inwestycje, takie jak rozwój małych gospodarstw czy wsparcie na rzecz klimatu i środowiska, cieszą się największym zainteresowaniem – wskazuje Piotr Lipiński. Dodaje, że w przypadku dopłat szczególnie istotne okazały się rozwiązania związane z integrowaną produkcją. – Kwestie dodatkowych dopłat w naszym regionie, jak integrowana produkcja, cieszą się dużym zainteresowaniem, może już trochę mniej biologiczna ochrona roslin – zauważa.

Kluczową rolę odgrywają też ekoschematy ukierunkowane na gospodarstwa towarowe. – Gospodarstwa towarowe są zdecydowanie najbardziej aktywne. Rolnik umie liczyć – podkreśla dyrektor ODR.

600 zł kontra 1800 zł/ha – sadownik musi mieć więcej

Jednym z najważniejszych korekt systemu wsparcia było zróżnicowanie dopłat między gospodarstwami zbożowymi a sadowniczymi. Początkowo stawki były zbliżone, co – jak ocenia Lipiński – było po prostu niesprawiedliwe.

– Kiedy wchodziły ekoschematy i ci, którzy mieli produkcję roślinną zbożową, mieli taką samą dopłatę jak ci, którzy mają sadownictwo, było to nieuczciwe – mówi. – Ministerstwo rolnictwa to wyłapało i w tej chwili ci, którzy mają gospodarstwo typowo rolne, uprawiają zboża, mają wsparcie na poziomie ok. 600 zł przy integrowanej produkcji. Ale sadownik, który ma zdecydowanie większe koszty, już ma na poziomie 1200 zł do hektara.

W efekcie przy połączeniu podstawowych płatności z ekoschematami kwoty robią się zauważalne. – Jeżeli bezpośrednie wsparcie w ramach płatności bezpośrednich jest na poziomie około 600 zł/ha, to w przypadku, kiedy rolnik realizuje ekoschemat „integrowana produkcja”, jest to dodatkowe 1200 zł. Już się robi 1800 zł do hektara i jest to wsparcie, które naprawdę liczy się w gospodarstwie – wylicza Lipiński.

Jak zaznacza, z perspektywy sadowników to wciąż za mało. – Nam by się marzyło, żeby to wsparcie w ramach integrowanej produkcji sadowniczej było jeszcze większe – przyznaje.

Od pola do stołu pod lupą laboratorium

Wyższe wsparcie dla integrowanej produkcji sadowniczej ma swoje uzasadnienie nie tylko w kosztach, ale i w wymaganiach, które rolnik musi spełnić.

– Każdy towar, który rolnik produkuje w ramach integrowanej produkcji, jest monitorowany od pola do stołu – podkreśla dyrektor. – Rolnik musi stosować wyłącznie dopuszczone środki, wykonywać zabiegi wynikające z rzeczywistej presji chorób i szkodników, a na koniec produkt jest sprawdzany przez laboratorium na pozostałości.

Istotna jest także technika wykonywania zabiegów. – W zrównoważonej produkcji ważne jest, aby aplikować środki możliwie z wykorzystaniem najlepszej dostępnej techniki – zaznacza.

Rolnictwo 4.0: punkty, które zdecydowały o wszystkim

W przypadku wsparcia inwestycji w „rolnictwo 4.0” i rolnictwo przyjazne środowisku, zainteresowanie na Sandomierszczyźnie przeszło oczekiwania.

– My jako ośrodek doradztwa rolniczego pomagamy rolnikom aplikować na te mechanizmy – mówi Lipiński. – W naszym kraju było tak duże zainteresowanie, że w regulaminie przewidziano, iż wsparcie należy się gospodarstwu, które uzyska co najmniej 6 punktów. Nasi sadownicy uzyskali średnio około 16–20 punktów, patrząc przez pryzmat planowanych inwestycji.

Skala naboru wymusiła jednak podniesienie realnego progu wejścia. – Zainteresowanie było tak duże, że w tej chwili ministerstwo mówi, iż wsparcie dostanie ten, kto ma przynajmniej 22 punkty, ponieważ ponad 20 tysięcy rolników aplikowało – relacjonuje dyrektor.

Szkolenia przepustką do wsparcia – gleba, dobrostan, antybiotyki

Kluczowym elementem korzystania z nowych instrumentów WPR okazały się szkolenia, które w województwie świętokrzyskim prowadzi ODR.

– W naszym województwie każdego rolnika szkolimy z zakresu zrównoważonego korzystania z gleby. To szkolenie jest niezbędne, aby uczestniczyć w mechanizmie rolnictwa 4.0 – wyjaśnia Lipiński. Szkolenia mają formę dwudniowego cyklu: – Jeden dzień to webinarium, szkolenie teoretyczne przez internet, a drugiego dnia jedziemy do rolnika, który u siebie w gospodarstwie pokazuje praktyczne rozwiązania.

Podobne wymagania dotyczą tych, którzy sięgają po dopłaty w ramach dobrostanu. – Każdy rolnik, który chce skorzystać z ekoschematu „dobrostan zwierząt”, też musi przejść szkolenie dotyczące dobrostanu i antybiotykoodporności. I również my jako ośrodek doradztwa rolniczego szkolimy takich rolników – dodaje.

Rolnicy korzystający jedynie z podstawowego wsparcia obszarowego nie są zobowiązani do udziału w takich szkoleniach, co w praktyce tworzy naturalny podział na bardziej i mniej aktywnych beneficjentów WPR.

Grupy producenckie: sukcesy i bolesne rozczarowania

W regionie o stosunkowo rozdrobnionej strukturze gospodarstw szczególnie ważna jest współpraca. Tymczasem doświadczenia z grupami producenckimi są tu mocno zróżnicowane.

– To bardzo złożone zagadnienie – przyznaje Lipiński. – Oczywiście znajdują się rolnicy, którzy od samego początku stwierdzili, że muszą działać w grupie. I tych grup w naszym regionie, na Sandomierszczyźnie, jest trochę. Te działające grupy funkcjonują prężnie.

Druga strona medalu jest jednak bolesna. – Patrząc przez pryzmat grup, które zostały zlikwidowane lub którym się nie udało, widać ogromne obciążenie psychiczne i finansowe. Rolnicy nie dostali pieniędzy za oddany towar, ponieśli straty. Z tymi rolnikami rozmawiać dziś o grupie jest bardzo ciężko. Poznali mechanizm funkcjonowania grupy, ktoś to źle poprowadził, oni zostali oszukani – opisuje dyrektor ODR.

Mimo to są przykłady, które pokazują potencjał dobrze zorganizowanej współpracy. – Światełko w tunelu jest takie, że są mocne grupy, które działają i dobrze odnalazły się na rynku. W naszym regionie są grupy, które mają tak ułożone kontrakty, że jabłko z Sandomierza jest serwowane w wietnamskich liniach lotniczych – podkreśla z satysfakcją Lipiński.

WPR jest potrzebna – szczególnie mniejszym regionom

Z perspektywy dyskusji o przyszłej Wspólnej Polityce Rolnej kluczowe jest, że instrumenty wsparcia faktycznie są wykorzystywane w terenie i mają wymierny wpływ na rozwój gospodarstw.

– Zdecydowanie te instrumenty są potrzebne – ocenia dyrektor z Sandomierza. – Widzimy skalę wsparcia, widzimy, ilu rolników chce uczestniczyć w danych mechanizmach. Po rolnictwie 4.0 mamy ponad 20 tys. złożonych wniosków, a ministerstwo mówi już, że poniżej 20 punktów rolnik nie ma co liczyć na wsparcie, bo to za mało punktów, a za dużo chętnych.

Lipiński podkreśla, że to szczególnie ważne dla regionów o mniejszej, rozdrobnionej strukturze agrarnej. – Liczymy na to, że pieniądze w kolejnych latach z WPR będą i będą do wykorzystania także w tych regionach, gdzie gospodarstwa są mniejsze i bardziej rozproszone – podsumowuje.

Czytaj więcej