baner_formula_2024

Debata: Nowa WPR a zmiany klimatu: susza, energia i przetrwanie rolnictwa. 

Screenshot 2026-03-30 at 19-35-03 Nowa WPR a zmiany klimatu susza energia i przetrwanie rolnictwa. Debata politykarolna.eu - YouTube

Susza w Wielkopolsce, podtopienia na Żuławach, przymrozki niszczące plantacje, coraz droższa energia i rosnące koszty produkcji – to nie scenariusz na przyszłość, ale codzienność polskich gospodarstw.

Uczestnicy debaty o nowej Wspólnej Polityce Rolnej alarmują: jeśli po 2027 roku zabraknie realnych pieniędzy na inwestycje, retencję, nowoczesne technologie i odnawialne źródła energii, odporność rolnictwa będzie tylko hasłem. – Zmiana klimatu już zmieniła zasady gry – mówi prof. Bogdan Chojnicki.

Klimat nie odpuszcza. „Robi się coraz bardziej ciepło”

Debata poświęcona nowej Wspólnej Polityce Rolnej i odporności rolnictwa na skutki zmian klimatu rozpoczęła się od pytania, które wielu rolników zadaje sobie po każdej chłodniejszej zimie: czy zmiany klimatyczne naprawdę nadal przyspieszają?

Prof. Bogdan Chojnicki z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu odpowiada jednoznacznie: tak.

– Po tej takiej normalnej zimie lat 80. uderzyło afrykańskie powietrze i w Polsce mieliśmy trzy rekordy ciepła. To tylko chwilowe wtargnięcie chłodu stworzyło wrażenie, że wracamy do dawnej zimy. Tak nie jest. Robi się coraz bardziej ciepło podkreśla.

Jak zaznacza, problemem nie jest już samo „ocieplenie” rozumiane jako wzrost średniej temperatury. Znacznie groźniejsze dla rolnictwa są jego skutki: huśtawka skrajności, dłuższe okresy bez opadów, gwałtowne ulewy, wcześniejszy start wegetacji i coraz większa nieprzewidywalność.

– Zmiana klimatu zmienia zasady gry mówi wprost profesor.

Wielkopolska stepowieje, a Żuławy toną. Dwa regiony, ten sam kryzys

Choć woda jest wspólnym mianownikiem większości problemów, w różnych regionach Polski rolnicy zmagają się z zupełnie innymi skrajnościami.

Mieczysław Łuczak, prezes Wielkopolskiej Izby Rolniczej, nie ma wątpliwości, że to właśnie susza jest dziś największym zagrożeniem dla jego regionu.

– W Wielkopolsce ta susza zawsze jest najwcześniej, najdłużej. Ona pustoszy nasze uprawy rolne. Mówiło się od dawna, że Wielkopolska stepowieje, ale w ostatnich latach ten proces bardzo przyspieszył podkreśla.

To dlatego Wielkopolska Izba Rolnicza przygotowała własny program walki z suszą rolniczą. Dokument trafił już do uczelni, Ministerstwa Rolnictwa i Ministerstwa Infrastruktury. Teraz, jak zaznacza Łuczak, potrzebne są nie tylko dobre słowa, ale konkretne decyzje i finansowanie.

Na drugim końcu kraju sytuacja wygląda odwrotnie. Damian Murawiec, rolnik z Żuław i przedstawiciel Oddolnego Ogólnopolskiego Protestu Rolników, przypomina, że zeszły rok przyniósł nie brak, lecz katastrofalny nadmiar wody.

– Na Żuławach spadło od 120 do nawet 220 mm deszczu w około 30 godzin. Infrastruktura nie nadążyła odprowadzić tej wody. Mieliśmy problemy ze zbiorem, a później z zasiewami relacjonuje.

Ale i tam po miesiącach nadmiaru wody przyszła niemal natychmiast susza.

– W marcu mieliśmy w zasadzie cztery opady i łącznie niecałe 10 mm. Widzę tu analogię do tego, co było po powodziach i ulewach przed suszą w 2018 roku – mówi Murawiec.

Polska wciąż traci wodę. „Po paru dniach jest już w Bałtyku”

Jednym z najmocniejszych wątków debaty była kwestia retencji. Mieczysław Łuczak zwrócił uwagę, że Polska zatrzymuje zbyt mało wody opadowej.

– W Polsce retencjonujemy wody opadowe na poziomie około 8–9 proc. Średnia europejska to około 25 proc., a w Hiszpanii nawet 40 proc. – wskazuje.

To właśnie ten brak retencji powoduje, że po jednej gwałtownej ulewie mamy lokalne podtopienia, a kilka tygodni później dramatyczny deficyt wilgoci.

– Mamy burzę, mamy ulewny deszcz i ta woda zamiast być zretencjonowana i później wykorzystana, po paru dniach znajduje się w Bałtyku – podsumowuje prezes WIR.

W praktyce oznacza to jedno: bez inwestycji w małą i dużą retencję, rowy, zastawki, czyszczenie cieków wodnych i realne gospodarowanie wodą rolnictwo będzie coraz bardziej bezbronne.

Gleba musi działać jak gąbka. Bez tego nie zatrzymamy ani kropli

W opinii prof. Chojnickiego samo budowanie zbiorników i systemów retencyjnych nie wystarczy. Kluczowe jest także to, co dzieje się bezpośrednio w glebie.

– My potrzebujemy gleby-gąbki – mówi.

To oznacza lepszą strukturę, większą zawartość materii organicznej, zdrowszy profil glebowy i takie technologie uprawy, które pozwolą zatrzymać wodę jak najbliżej korzeni.

Damian Murawiec przyznaje, że w praktyce oznacza to powrót do podstaw:

  • regularne badanie gleby,
  • utrzymywanie właściwego pH,
  • wapnowanie,
  • szersze stosowanie roślin strączkowych,
  • międzyplony,
  • ograniczanie liczby zabiegów uprawowych,
  • rezygnację z orki tam, gdzie to możliwe.

– Jeżeli te elementy ze sobą zestawimy, to na pewno ta pojemność wodna gleby wzrośnie – podkreśla.

W jego gospodarstwie uproszczenia uprawowe wprowadzono już lata temu.

– W 2006 roku zrezygnowaliśmy z orki przy rzepaku ozimym i pszenicy ozimej i widać, że to bardzo mocno pomogło – dodaje.

Nowa WPR bez drugiego filaru? Rolnicy alarmują: to byłby bardzo zły scenariusz

W rozmowie mocno wybrzmiał także lęk o przyszłość drugiego filaru WPR, czyli funduszy inwestycyjnych. To właśnie z nich finansowane są działania, które realnie zwiększają odporność gospodarstw:

  • inwestycje w rolnictwo precyzyjne,
  • nowoczesny sprzęt,
  • rozwiązania ograniczające zużycie wody i nawozów,
  • technologie budujące odporność na suszę i wysokie koszty energii.

Mieczysław Łuczak podkreśla, że dla środowiska rolniczego utrzymanie silnego drugiego filaru po 2027 roku to sprawa kluczowa.

– Dla nas kluczową kwestią jest, ażeby zafunkcjonował taki dedykowany drugi filar, ten inwestycyjny. Rolnik nie może konkurować o te środki z przedsiębiorcami czy samorządami, bo zawsze będzie na przegranej pozycji – zaznacza.

Rolnicy obawiają się, że nowa architektura finansowa UE może rozmyć środki dla rolnictwa, a to oznaczałoby mniej realnych inwestycji i mniej narzędzi do dostosowania gospodarstw do nowych warunków.

Rolnictwo 4.0 to już nie luksus, ale warunek przetrwania

W ocenie uczestników debaty odporność gospodarstw na suszę i zmiany klimatu będzie coraz bardziej zależeć od precyzji produkcji.

Damian Murawiec mówi o tym bardzo praktycznie.

– Powinniśmy ograniczać liczbę zabiegów, przechodzić na uprawę zerową albo strip-till, korzystać z precyzyjnych siewników, rozsiewaczy i opryskiwaczy. To daje nie tylko oszczędność środków, ale także lepsze wykorzystanie zasobów – zaznacza.

Problem w tym, że dostęp do takich rozwiązań jest wciąż za mały. Nabory na wsparcie dla Rolnictwa 4.0 czy inwestycji klimatycznych cieszą się ogromnym zainteresowaniem, ale pieniędzy wystarcza tylko dla części gospodarstw.

To oznacza, że nawet jeśli rolnicy chcą inwestować, często nie mają wystarczającego wsparcia, by zrobić to w odpowiedniej skali.

Przymrozki, ubezpieczenia i rosnące ryzyko. „Zmiana klimatu dodaje koszt”

Dużym problemem pozostają także przymrozki wiosenne, które – mimo coraz wcześniejszego startu wegetacji – wcale nie znikają. Wręcz przeciwnie: wcześniejsze ruszenie roślin sprawia, że stają się jeszcze bardziej narażone na zimne epizody.

W takiej sytuacji teoretyczną ochroną powinien być system ubezpieczeń. W praktyce – jak wskazuje Mieczysław Łuczak – działa on źle.

– W budżecie państwa jest około 900 mln zł dotacji do firm ubezpieczeniowych, a rolnicy wykorzystują je tylko częściowo, bo są nieufni wobec systemu – mówi.

Przyczyną są m.in.:

  • niejednolite warunki polis,
  • wysoka cena ochrony,
  • rozbieżności między składkami a wypłatami,
  • brak przejrzystości.

Damian Murawiec zwraca uwagę, że największym problemem pozostaje susza.

– Ubezpieczenie od suszy jest po prostu nieopłacalne. Rolnicy praktycznie się od tego nie ubezpieczają – mówi.

Prof. Chojnicki pokazuje jednak jeszcze jeden wymiar problemu.

– Zmiana klimatu nie musi zniszczyć plonu, żeby zniszczyć ekonomię gospodarstwa. Ona po prostu dodaje koszt, który może wywrócić cały system – podkreśla.

Biogazownie, wiatraki i energia z rolnictwa. To może być nowa poduszka bezpieczeństwa

Coraz mocniej wybrzmiewa także pytanie, czy rolnictwo powinno aktywnie wejść w produkcję energii. Uczestnicy debaty są zgodni: tak.

Prof. Chojnicki uważa, że przyszłość należy do rozproszonych źródeł energii, a wieś może być jednym z głównych beneficjentów tej zmiany.

– Przyszłość systemu energetycznego to przyszłość rozproszonych źródeł energii. Tereny rolnicze powinny być beneficjentami tego procesu – podkreśla.

Największy potencjał widzi w biogazowniach rolniczych, ale również w lokalnych spółdzielniach energetycznych i mądrze rozwijanej energetyce wiatrowej.

Mieczysław Łuczak przypomina, jak wielki dystans dzieli nas od Niemiec.

– W Niemczech mamy ponad 11 tys. biogazowni, a w Polsce typowo rolniczych kilkaset. To pokazuje skalę zapóźnienia – mówi.

Jego zdaniem rolnicy są gotowi inwestować, ale blokują ich przepisy, pozwolenia, przyłącza i bariery administracyjne.

Damian Murawiec również uważa biogazownie za priorytet.

– Biogazownie rolnicze powinny mieć pierwszeństwo nad turbinami wiatrowymi czy panelami fotowoltaicznymi, ale wiele gospodarstw czeka tylko na lepsze warunki prawne – zaznacza.

Bez wspólnoty i wspólnej polityki nie da się zbudować odporności

Najmocniejsza puenta debaty dotyczyła jednak nie samej technologii, ale wspólnotowości. Prof. Chojnicki podkreślił, że odporność buduje się nie tylko przez maszyny i inwestycje, ale także przez współdziałanie – od poziomu wsi po poziom całej Unii Europejskiej.

– Odporność buduje się przez dywersyfikację, ale też przez wspólnotowość – od jednej wsi po Unię Europejską – zaznaczył.

To właśnie dlatego nowa WPR nie może być zbiorem oderwanych obowiązków i formularzy. Jeśli ma realnie chronić rolnictwo, musi dawać konkretne narzędzia:

  • na wodę,
  • na inwestycje,
  • na ubezpieczenia,
  • na energię,
  • na nowe technologie.

Bo – jak pokazuje ta debata – zmiana klimatu nie czeka na urzędników. Ona już jest na polach.

Czytaj więcej