Rodzina Łazińskich jest przykładem na to, że można gospodarować nawet na słabych gruntach, trzeba tylko umiejętnie dostosować się do naturalnych warunków i wykorzystać możliwości jakie daje Wspólna Polityka Rolna.
Andrzej Łaziński wraz z żoną Marianną osiedlił się w Górznie w 1993 roku. Gospodarstwo stworzył na bazie gruntów będących wówczas wkładem do spółdzielni, w której wcześniej pracował, a następnie zarządzał. Chociaż jest już na emeryturze rolniczej, a gospodarstwo prowadzą na własny rachunek córka Agnieszka oraz syn Andrzej, senior Andrzej ciągle jest na bieżąco z tym, co dzieje się w rolnictwie i w gospodarstwie. Andrzej junior ponadto pracuje zawodowo, co sprawia, że pieniądze pozyskane z działalności rolniczej lokuje w rozwój gospodarstwa, które stało się jego pasją. Obecnie rodzeństwo użytkuje wspólnie w ekologii 52 ha, z czego około 13 ha to trwałe użytki zielone.
Łazińscy utrzymują 42 koni zimnokrwistych, w tym 20 klaczy. Przed laty, kiedy rodzina prowadziła kolonie dla dzieci, senior Andrzej zaprzęgał wóz taborowy i woził dzieci – uwielbiały to. Z tej przyjemności cieszyli się też goście prowadzonego przez rodzinę zajazdu.
U Łazińskich nadal można wynająć pokój i wykupić wyżywienie, zorganizować przyjęcie rodzinne. Tą gałęzią działalności, podobnie jak cateringiem, zajmuje się Marianna Łazińska.
Zobacz także: De minimis czy ekoschemat do kwalifikatu? Rolnik nie może skorzystać z obu
Pierwsza była premia dla młodego rolnika
Rolnicza gałąź działalności prowadzonej przez Łazińskich wzmocniła się, kiedy seniorzy przepisali ziemię na córkę i syna a oni skorzystali z premii dla młodego rolnika. Było to w 2011 r.
– Pieniądze uzyskane z premii pozwoliły nam na zakup lepszego ciągnika, do którego potem stopniowo dokupywaliśmy sprzęt. Później jeszcze skorzystałem z „Modernizacji gospodarstw” z PROW 2014–2020, dzięki której kupiliśmy kolejne maszyny. Ze zwrotu podatku VAT udało się kupić używanego classa. W tej chwili mamy także magazyn na zboże, wiatę, pod którą trzymamy sprzęt – relacjonuje Andrzej junior.
Rolnictwo ekologiczne dało im szansę
Rolnicy nie ukrywają, że chociaż sprzedaż koni przynosi im dochody, bez wsparcia otrzymywanego z „Rolnictwa ekologicznego” byłoby im trudno.
Zobacz także: Rolnictwo ekologiczne zwiększa skalę. Rośnie areał i liczba gospodarstw
O tym, że warto przejść z tradycyjnego systemu uprawy na ekologię, zadecydował Andrzej senior, kiedy Polska weszła do Unii Europejskiej.
– Pomyślałem, że dopłaty ekologiczne w połączeniu z ekstensywną hodowlą koni będą dobrym sposobem na podwyższenie dochodów, trudno bowiem liczyć na zysk z uprawy ziemi V, VI klasy. Mamy własny obornik – to duży plus. Podjęte przeze mnie zobowiązania przejęły dzieci, zobowiązania przyjmuje się za każdym razem na pięć kolejnych lat – komentuje Andrzej senior.
Na gruntach ornych uprawiają, oprócz wspomnianego owsa, żyto, trawy i łubin. W gospodarstwie pani Agnieszki utrzymywany jest także drób – jajka ekologiczne schodzą od ręki, rolniczka ma zarejestrowaną sprzedaż bezpośrednią. Łazińscy objęci są nadzorem jednostki certyfikującej w ramach systemu kontroli i certyfikacji w rolnictwie ekologicznym.
Dopłaty ekologiczne i ekoschematy
W tym roku w przypadku upraw rolniczych utrzymywanych w ekologii stawka do hektara wynosi 1571 zł, do upraw paszowych na gruntach ornych 1504 zł/ha, a TUZ – 1043 zł/ha. W każdym z gospodarstw do dopłat jest zgłoszonych nie więcej niż 50 ha, dlatego stawki dopłat nie zostaną zredukowane. Rolnicy wnioskują także o premię za zrównoważoną produkcję roślinno-zwierzęcą w wysokości 573 zł/ha. Aby ją otrzymać, trzeba jednak mieć obsadę na hektar użytków rolnych nie większą niż 0,3–1,5 DJP. Z kolei płatność do upraw paszowych na gruntach ornych oraz do trwałych użytków zielonych wymaga, aby obsada na hektar była na poziomie co najmniej 0,3 DJP/ha.
Ważnym obowiązkiem, który trzeba spełnić, by nie stracić dopłat do „Rolnictwa ekologicznego”, jest przeznaczenie co najmniej 30% uzyskanego zbioru do sprzedaży lub do przetwórstwa. Ten obowiązek jest dość trudny, zwłaszcza jeśli przeznacza się zboże na paszę dla koni. Łazińskim udaje się to spełnić tylko dzięki temu, że prowadzą dwa odrębne gospodarstwa.
– Jest z tym sporo zachodu. Wszystkiego trzeba pilnować, zwłaszcza dokumentacji. Kontrole bardzo lubią rolników i nie odpuszczają, więc musimy mieć wszystko prowadzone na medal – komentują Andrzejowie.
Na bieżąco nad rejestracją różnych zabiegów, zwłaszcza tych związanych z ekologią, czuwa Andrzej senior, a formalności dopełnia już Andrzej junior. On też wypełnia wnioski o dofinansowanie, w przypadku problemów zasięga rady doradców z ODR.
– Korzystamy też z ekoschematów w ramach „Rolnictwa węglowego”. Siejemy międzyplony, do czego używamy własnych nasion łubinu, ale np. ekologiczną gorczycę lub facelię musimy już kupować. Mamy też pakiet „Rolnictwo zrównoważone”. Tutaj też musimy prowadzić rejestry zabiegów, więc co nieco nam się pokrywa – dodaje Andrzej junior.
Umowa na inwestycje w ochronę środowiska podpisana
Andrzej junior złożył w 2024 r. wniosek o dofinansowanie w ramach „Inwestycji w ochronę środowiska i klimatu”. Ma szczęście – jego wniosek został pozytywnie zweryfikowany. Rolnik uzupełnił braki i podpisał umowę z Agencją. Stara się o dofinansowanie m.in. kultywatora do głębszej orki.
Zdecydował się także na budowę stajni.
– Konie utrzymujemy obecnie w systemie otwartym, przebywają więc głównie na pastwisku, mogą się schronić w drewnianych wiatach, gdzie mają boksy. Wysokie temperatury latem sprawiają jednak, że wiaty to za mało, dlatego zdecydowałem się na budowę stajni. Zależy mi na tym, żeby zwierzęta miały zapewniony lepszy dobrostan. Budujemy ją, korzystając z kredytu preferencyjnego, w którym pośredniczy Bank Gospodarstwa Krajowego. Prace są już mocno zaawansowane. Zatrzymaliśmy się na etapie wyposażania– tłumaczy rolnik.
Magdalena Szymańska


