baner_formula_2024

PolitykaRolna.eu

Aktywnych kobiet jest coraz więcej. Chcą wspólnie działać na rzecz swojego regionu

Facebook
Twitter
LinkedIn
WhatsApp
VK
Email

Paulina Omen-Klepacz to kolejna mieszkanka powiatu grójeckiego, którą można nazwać prawdziwą liderką – działa na wielu płaszczyznach, a jej celem jest zmotywowanie do działania również innych, w szczególności kobiet, które jednoczy wokół lokalnego koła gospodyń wiejskich. Wspólnie działają, by promować swój region i jego dobra, czyli produkcję owoców.

J.D.: Jest Pani osobą rozpoznawalną w branży, działa społecznie, w mediach i środowisku sadowniczym. Skąd w Pani taka pasja i siły, by angażować się w tak różne sfery?

Koło Gospodyń Wiejskich "Gospochy Bony" w Bądkowie

Paulina Omen-Klepacz: Rzeczywiście, od urodzenia mieszkam na wsi otoczona sadami, pochodzę z rodziny o długich tradycjach sadowniczych. Sadownictwo jest mi bliskie, ale zawsze ciągnęło mnie także ku humanistyce, dlatego wybrałam studia dziennikarskie i public relations. Od 16 lat wydaję lokalny dwutygodnik Jabłonka, poruszający różnorodne tematy, również te związane z branżą owocową. Jestem też przedstawicielem przedsiębiorców w Lokalnej Grupie Działania Jabłkowa Kraina oraz członkiem Rady Sołeckiej. Skąd moje zaangażowanie? Moi rodzice byli aktywni społecznie, angażowali się w różne przedsięwzięcia i myślę, że zaszczepili takie podejście również we mnie. Dziś chęci do działania staram się przekazywać mojemu synowi i widzę, że przynosi to pozytywny skutek. Skąd te siły? Prawdę mówiąc, właśnie te inicjatywy dają siłę, bo widząc pozytywne rezultaty i czując, że przy odpowiedniej motywacji można wiele zdziałać, pojawia się wiele dodatkowej energii. Poza tym, mam poczucie, że warto promować walory naszego sadowniczego regionu. Cenię sadowników za ich pracowitość. Mimo trudnej sytuacji w sadownictwie, wielopokoleniowe rodziny kontynuują pracę, nie chcąc zrezygnować… W naszym kole gospodyń „Gospochy Bony” działają jednak nie tylko same sadowniczki, lecz także kobiety, które mieszkając na wsi, zawodowo spełniają się na innych płaszczyznach. Działamy wspólnie na rzecz naszego regionu. Wspólnie promujemy naszą okolicę i jej największe atuty. Symbolem naszego regionu jest jabłko, jednak promujemy również inne owoce, które przecież wspólnie produkujemy.

J.D.: Skąd pomysł na stworzenie Koła Gospodyń Wiejskich “Gospochy Bony” w Bądkowie (gm. Goszczyn)?

Koło Gospodyń Wiejskich "Gospochy Bony" w Bądkowie

P.O.K.: Sam pomysł stworzenia Koła narodził się dzięki trzem Kobietom z Bądkowa. Ja dołączyłam jako jedna z członkiń, angażując się we wszelkie inicjatywy. Z czasem dziewczyny poprosiły mnie o przejęcie sterów koła, widząc moje zaangażowanie także w innych strukturach, jak gazeta czy Rada Sołecka, co bardzo pomaga w działaniu i inicjowaniu różnych przedsięwzięć. Chociaż rzeczywiście ze względu na moją działalność zawodową łatwiej zawalczyć mi o pewne rzeczy, zawsze podkreślałam, że Koło tworzą wszyscy członkowie, a bez nich nic by się nie udało. W maju miną trzy lata, odkąd jestem liderką tego zespołu. Gdy poproszono mnie o przejęcie tej roli, postanowiłam zrobić to z pełnym zaangażowaniem. Zczasem, gdy nasze działania stały się bardziej widoczne, liczba osób angażujących się w inicjatywy rosła. 

Przede wszystkim chciałam odejść od schematów kół gospodyń związanych ze „smalcem i pajdą chleba”. Zmodyfikowałyśmy listę potraw, którymi chcemy zachwalać nasz region. Na wydarzeniach oferujemy na stoisku smalec wege oraz smalec z jabłkiem, gruszką czy śliwką. Postanowiłam wyjść poza schematy i wprowadzić takie dania, jak pizza z kaszanką i jabłkiem czy bigos z jabłek. Staramy się promować lokalne produkty i owoce jako symbol powiatu grójeckiego. W takich potrawach, jak bigos z jabłek nie ma kapusty kiszonej – same jabłka, przyprawy i mięso tworzą niezwykły smak. Pojawianie się na różnych wydarzeniach jest bardzo istotnym działaniem związanym z promocją regionu. Powiat grójecki stawia na mocną promocję i zaprasza koła gospodyń na lokalne imprezy. Nasz region ma ponad 50 kół gospodyń, co pozwala budować markę regionu przez prezentowanie lokalnych produktów. Jednak to tylko część naszych działań. Na co dzień staramy się działać też na rzecz lokalnej społeczności, jednoczyć ją we wspólnych inicjatywach.

J.D.: Co zyskują Panie, które włączają się w Wasze struktury?

P.O.K.: W wymiarze społecznym zgromadzenie kobiet wokół koła gospodyń wiejskich może motywować do działania i pokazywać większe możliwości. W Kole łączymy pokolenia, bo należą do nas gospodynie w różnym wieku. Wspólnie wymieniamy się doświadczeniami. Poza tym, zaangażowanie w życie lokalnej społeczności to także wyjście z tradycyjnych schematów. Dawny, nieco krzywdzący, obraz kobiety na polskiej wsi uległ zmianie. Współczesna wieś oferuje więcej możliwości i nie zamieszkują jej wyłącznie osoby żyjące z pracy na roli. Uwarunkowania życia na wsi również się zmieniły. Kobiety chcą się angażować w różne działania, co widać na przykładzie naszego koła gospodyń wiejskich. Spotkania i organizacja imprez, takich jak dożynki, to trudne zadanie, bo każdy musi poświęcić na nie czas, rezygnując z codziennych, zawodowych obowiązków. Jednak wszystko odbywa się w atmosferze przyjaźni i przynosi dużo satysfakcji. Pozwala to kobietom odkrywać i prezentować swoje talenty. W naszym Kole panie wykazują się umiejętnościami dekoratorskimi czy kulinarnymi, dzieląc się pomysłami i odpowiedzialnością za przygotowanie imprez. W ten sposób kobiety mają okazję pokazać swoje zdolności poza tradycyjnymi obowiązkami związanymi z prowadzeniem gospodarstwa i domu.

J.D.: Czy coraz więcej osób chce włączać się do działania?

P.O.K.: Chętne osoby dostrzegają, że coś zaczyna się dziać, że mamy na to pomysł i jesteśmy otwarci na nowe propozycje. W efekcie faktycznie liczba zainteresowanych rośnie. Zgłaszają się również mężczyźni. Warto zaznaczyć, że w naszym Kole jest ponad 40 członków, ale aktywnych jest od 25 do 30. Zależy to od sytuacji, gdyż czasem ktoś nie może uczestniczyć w działaniach przez problemy prywatne czy inne zaangażowania. To bolączka wielu kół gospodyń – mimo dużej liczby członków, na spotkania przychodzi niewiele osób. Zawsze jednak jest główna siła pociągająca całe koło. Dzięki większej aktywności zauważyliśmy, że osoby wcześniej nieangażujące się zaczynają uczestniczyć w spotkaniach. Widać zmianę i to cieszy.

Koło Gospodyń Wiejskich "Gospochy Bony" w Bądkowie

J.D.:  Jednak na waszej drodze stają również przeciwności. Ostatnio straciliście swoją siedzibę…

P.O.K.: Tak, to był nasz największy problem w dotychczasowej działalności. Wcześniej wszystko udawało się zorganizować. Nasza siedziba znajdowała się przy OSP w Bądkowie, ale musiałyśmy zmienić lokal. Teraz walczymy o nową siedzibę. Wójt Goszczyna zaoferował nam miejsce, które wymaga pracy i zaangażowania. To kolejne wyzwanie, ale otworzyło nowe możliwości. Na początku członkowie koła i społeczeństwo lokalne byli zrezygnowani. Wielu myślało, że to wyzwanie, któremu nie uda nam się sprostać. Chociaż początkowo morale osłabiły się, doszliśmy do wniosku, że liczą się ludzie, a nie miejsce. Na razie spotykamy się w naszych domach, a pan wójt zaoferował nam siedzibę, którą przygotowujemy. Ludzie chcą nam pomagać: zorganizowałyśmy zbiórkę na zrzutka.pl, sprzedajemy palmy i zdobywamy środki własnymi siłami. Firmy i osoby oferują pomoc bezinteresownie. Zbiórka elektrośmieci była ewenementem – zebraliśmy ponad 8 ton. Mieszkańcy całego powiatu dzwonili do nas, a my sami odbieraliśmy sprzęty – uzyskane fundusze wykorzystamy przy odnawianiu udostępnionego budynku. Cieszy nas, że tworzymy swoje miejsce na ziemi. Trudności z siedzibą zbliżyły nas jako grupę i udowodniły, że poradzimy sobie nawet w trudniejszej sytuacji.

J.D.: Co Pani zdaniem powinno się zmienić, aby kobiety zyskały większe pole manewru i mogły się dalej skutecznie zrzeszać?

P.O.K.: Jeśli chodzi o władze naszego powiatu, uważam, że przykładają one dużą wagę do tego, aby promocję regionu realizować na wielu polach i poświęcają na to środki w różnych obszarach. Jednak gospodynie z innych regionów czasami narzekają na kontakt z lokalnym samorządem. Nam ostatecznie udało się z siedzibą, ale wiele klubów spotyka się w prywatnych domach, bo nie ma innego miejsca. Samorząd traktuje to jako mniej ważne potrzeby niż typowe inwestycje. Ważne jest jednak wspólne działanie i jednoczenie lokalnej społeczności. Dzięki temu możemy osiągnąć więcej i dalej rozwijać naszą działalność.

Koło Gospodyń Wiejskich "Gospochy Bony" w Bądkowie

J.D.: Wspomniała Pani też o Jabłkowej Krainie – jakie macie cele?

P.O.K.: Inicjatywa ma promować region i nieść wartości. Lokalna grupa działania Jabłkowa Kraina jest stworzona, aby dawać narzędzia dla różnych sektorów. Przed stworzeniem strategii odbyły się spotkania z mieszkańcami gmin, gdzie zapoznawano się z potrzebami poszczególnych grup: przedsiębiorców, kół gospodyń czy organizacji pozarządowych. Wskazywały one na braki środków na remonty siedzib czy potrzebę wydania poradnika kulinarnego, albo wsparcia dla orkiestr dętych. Te potrzeby zostały zapisane w lokalnej strategii i na te cele będą przeznaczane środki.  Już w tym roku powinny być dostępne pierwsze fundusze dla organizacji pozarządowych. Będą narzędzia i możliwość starania się o zastrzyk gotówki dla różnych lokalnych inicjatyw.

J.D.: Czy z perspektywy czasu ocenia Pani, że warto się angażować? Dlaczego warto iść do przodu mimo przeciwności? Czy zachęca Pani innych do włączania się w takie aktywności?

P.O.K.: Jak najbardziej, chociaż bycie „społecznikiem” nie jest łatwym kawałkiem chleba. Na pewno nie udałoby się bez wsparcia bliskich. Mój mąż też jest członkiem naszego koła gospodyń i logistycznym mózgiem organizacji, jeśli chodzi o transporty na dożynki czy imprezy. Muszę też przyznać, że praca społecznika nie jest łatwa, bo jednak w społeczeństwie krąży przekonanie, że jeżeli ktoś aktywnie działa, to musi mieć z tego korzyść. Nie wszyscy wierzą, że odbywa się to bezinteresownie… Ale jak najbardziej zachęcam. Dla mnie osobiście jest to motor napędowy do innych działań. Działalność wydawnicza to jedno, ale te spotkania i organizowanie wydarzeń dają dodatkową energię, mimo że są pracochłonne… Trudno mówić o sobie, ale myślę, że jestem przykładem zmian, jakie zaszły w postrzeganiu roli kobiet na wsi. Na co dzień staram się też udowadniać, jak skutecznymi liderkami mogą być kobiety. Utarło się, że to mężczyźni sprawdzają się w takich zadaniach. Dziś jednak wiele się zmieniło w tej kwestii. Kobiety myślą bardziej wielowątkowo, angażują się w różne sprawy i widzą sytuacje z innych stron niż mężczyźni. Kobiety mają też intuicję, co jest ich siłą. Potrafią połączyć pewne możliwości i łagodzą obyczaje. Z biegiem lat zatarły się też granice między miastem a wsią. Być może to sprawiło, że kobiety poczuły większe możliwości.

Koło Gospodyń Wiejskich "Gospochy Bony" w Bądkowie

Rozmawiała Justyna Dobrosz

Czytaj więcej